Numero Uno

Numero Uno

Jak sobie poradzić, kiedy wszystko nagle wali ci się na głowę?
Jak się odnaleźć w nowej sytuacji i nie dać się zwariować? Nie wiesz? Tymek też nie ma pojęcia.

Jak wskoczyć w związek i zachować przy tym trzeźwy umysł?
Jak nauczyć się, kiedy mówić, a kiedy milczeć? Uno chciałby to wiedzieć.

Historia o zderzeniu dwóch na pozór różnych światów, które jednak wiele łączy. Żadna choroba nie może być przeszkodą, kiedy w grę wchodzą marzenia, ambicje, plany i miłość.

Moodboard

Zobacz klimat książki

Fragmenty

Moje zmartwienie

Kiedy żegnałem się z nim na dworcu, ścisnąłem go mocno i powiedziałem ze ściśniętym gardłem.

– Dbaj o siebie. I jedz. Błagam cię, jedz.

– No przecież jem… – zaczął, ale kiedy zobaczył mój wzrok, ucichł.

– Uno, myślisz, że nie widzę? Jesz, ale kiedy myślisz, że nie patrzę, to mierzysz jedzenie takim spojrzeniem, jakbyś szykował się na spożycie trucizny albo gorzej. Po prostu… Jedz, okej? Nawet, jeżeli ci się to nie podoba.

– Dobra, uspokój się. A jak będziesz mnie tak dalej ściskał to pociąg odjedzie beze mnie – rzucił z kwaśnym uśmiechem i wywinął się z moich objęć, ostatecznie nie dając mi żadnego zapewnienia.

– Uno – stęknąłem na wpół błagalnie na wpół ostrzegawczo, ale nic to nie dało. W ostatniej chwili odwrócił się jeszcze i dodał.

– Nie martw się. Pa. – Niestety brzmiał przy tym na winnego. Świetnie, teraz na pewno nie będę się martwił, prawda?

– Kurwa – mruknąłem pod nosem i patrzałem za oddalającym się pociągiem. Miałem przed sobą tydzień na ogarnięcie głowy i przygotowanie się psychicznie do wyjazdu.

Nienawidziłem niepewności i bezsilności, a tak właśnie czułem się teraz. Nie byłem pewny, co się dzieje i czułem się bezsilny wobec wszystkiego. Nie mogłem zwyczajnie wsiąść w samolot i polecieć do niego, porzucając udział w zawodach. Jeżeli chciałem mieć jakąkolwiek szansę na start w Olimpiadzie, musiałem tu być. To nie tak, że sport był ważniejszy od niego. On był teraz moim priorytetem. Jeżeli coś będzie się działo, to jestem w stanie rzucić wszystko i jechać za nim, ale póki próbował zapewniać mnie o tym, że wszystko jest w najlepszym porządku, chciałem próbować osiągnąć swój cel. W takim więc nerwowym nastroju minął mi niemal cały ostatni tydzień. Również podczas wyścigu myślałem nie o zwycięstwie, a o nim. O tym, żeby jak najszybciej znów być blisko niego i upewnić się, że wszystko jest w porządku. Myśl o nim tak napędzała mnie do działania, że nie widziałem moich przeciwników, nie widziałem dobrze toru ani nie słyszałem dopingujących tłumów. Biegłem i dopiero, gdy przebiegłem metę zorientowałem się, co się dzieje. Po kilku sekundach zwolniłem i zatrzymując się rozejrzałem się dookoła.

Tłum krzyczał, zawodnicy dalej biegli, a trener stał z wybałuszonymi na mnie oczami. Przez chwilę bałem się, że coś pokręciłem i wciąż miałem biec, ale każdy kolejny zawodnik zatrzymywał się przede mną. W końcu dobiegli do mnie koledzy z drużyny, którzy również mieli okazję dziś pobiec i niewiele myśląc wzięli mnie na ręce i zaczęli podrzucać. Nie bardzo wiedziałem, co się dzieje, dopóki nie zobaczyłem słowa „record” na jednym z bilbordów.

Nasze (nie)zgranie

Spojrzałem na swoje nogi. Na razie nie ma większych problemów ani zmian, ale już niedługo coraz ciężej będzie wstać. Jeszcze kilka miesięcy, bądź lat i będę przykuty do wózka, a później do łóżka, powoli tracąc kontrolę nad własnym ciałem. Nie chciałem z nikim o tym rozmawiać, ale przerażała mnie ta wizja. Bycia zależnym od kogoś i czekania na śmierć, modląc się, żeby przyszła szybciej. Co innego pozostanie mi w takiej sytuacji? Patrzenie, jak moi rodzice muszą pogodzić się ze stratą syna, a znajomi powoli starają się odseparować, wymyślając rozmaite wymówki, żeby tylko nie musieć się temu wszystkiemu przyglądać? Nie będę mógł ich nawet za to winić.

Jego słowa

– Za długo milczałem, ale musiałem się od tego odciąć na chwilę. Wiesz… Przedwczoraj znajomi mieli już dość mojego humoru i umówili mnie na randkę w ciemno. – Na te słowa ścisnęło mnie w dołku. – Okazało się, że Kaśka to naprawdę świetna dziewczyna. Doskonale nam się rozmawiało i nie pamiętam, kiedy ostatnio tak się śmiałem. Gdy tak z nią rozmawiałem, stwierdziłem, że tęsknię za normalnością.  – W tym momencie cały mój świat rozsypał się na nowo. No tak. Był przecież panseksualny. On mógł mieć tę normalność. Mógł znaleźć kobietę, założyć rodzinę i po prostu być szczęśliwy, a ja z jakiegoś powodu nie potrafiłem mieć mu tego za złe. Uśmiechnąłem się do niego słabo i czekałem na jego następne słowa, choć tak naprawdę chyba nie chciałem ich usłyszeć.

Między słowami a metą rodzi się coś, czego żaden z nich nie planował.